Co na to fizjologia? Skąd te emocje?
Hormony – to właśnie one są głównym winowajcą odpowiadającym za ten rollercoaster emocji. Oksytocyna i endorfiny, które organizm produkował w ogromnych ilościach podczas porodu, utrzymują się na wysokim poziomie do trzech dni po porodzie (stąd też „baby blues” funkcjonuje także pod nazwą: „depresja dnia trzeciego”).
Oksytocyna nie tylko reguluje przebieg porodu, ale wraz z endorfiną – tzw. hormon szczęścia − odpowiadają za wytworzenie więzi między matką a dzieckiem, dzięki której, mimo ogromnego bólu i wycieńczenia, mamy karmią i opiekują się noworodkiem. Po około 7 dniach obserwuje się też gwałtowny spadek hormonów płciowych – progesteronu i estrogenu. To wszystko skutkuje nagłym obniżeniem nastroju.
Jeśli dorzucimy do tego ogromne zmęczenie, ból po porodzie oraz ciało, nad którym mnie masz kontroli – mleko dosłownie strzelające z obolałych piersi i upławy poporodowe − gorsza forma psychiczna nie powinna nikogo dziwić.
Sprawdź, czy brak apetytu po prorodzie może świadczyć o depresji.
„Baby blues” – jak sobie z tym radzić?
Ważne, abyś po powrocie ze szpitala nie była sama. Warto poprosić o pomoc mamę lub koleżankę, która ma już dziecko i bez problemu odczyta twoje potrzeby i emocje. Pomoc partnera jest w tych dniach także nieoceniona.

Ważne, abyś tych pierwszych dni nie postrzegała w kategoriach sprawdzania siebie − nie musisz udowadniać niczego sobie i całemu światu. W trosce o swoje zdrowie i komfort dziecka powierz najbliższym wszelkie obowiązki domowe (przygotowywanie posiłków, zakupy, ogarnianie domu). Oni będą szczęśliwi, że mogą pomóc, a Ty skupisz się na zapoznawaniu się z nowym mieszkańcem waszego domu i nauką „obsługi” oseska.
Nie trzymaj emocji w sobie! Jeśli masz potrzebę – płacz, wygadaj się, podziel wątpliwościami – poczujesz się lepiej, a domownikom oszczędzisz zabawy w zgadywankę: co jest powodem Twojego nastroju?
Kiedy przygotowywałam się do napisania tego artykułu, przeczytałam sporo publikacji i przeważyły te, stawiające baby blues w opozycji do macierzyńskiej sielanki i utyskiwanie na to, że z tego powodu wcale nie jest cukrową historią. Wszystkie te opinie wywołały we mnie wewnętrzny sprzeciw, bo dlaczego by zakładać, że szczęśliwe macierzyństwo nie może zawierać gorszych momentów. Otóż może! A nacisk powinno się stawiać na fakt, że huśtawka hormonalna jest fizjologią, a słabsze momenty – prawem mam i naturalną koleją rzeczy.
Gorsze samopoczucie matki nie wpływa na jej miłość do dziecka. Wprawdzie, „baby blues” to dopiero pierwsze ze słodko-gorzkich etapów na wychowawczej ścieżce, ale jest z niczym w porównaniu z faktem, ile radości daje macierzyństwo.
Sprawdź, czym jest i kiedy objawia się instynkt macierzyński.

































