Trudne emocje po porodzie, czyli baby blues

1. 1. 2018 · Magdalena Mossakowska · 6 minut czytania
Trudne emocje po porodzie, czyli baby blues

„Baby blues”, a jeszcze szerzej emocje po porodzie, w poradnikach ciążowych, czy szkołach rodzenia traktowane są po macoszemu. Jeżeli odczuwasz huśtawki nastrojów i silne, czasem zaskakująco negatywne emocje kilka dni po porodzie − nie panikuj! To zupełnie normalne. Problem zaczyna się dopiero, gdy stan taki utrzymuje się przez dłuższy czas − być może są to już objawy, jakie daje depresja poporodowa. Jak pomóc sobie w czasie baby blues, skąd się bierze i jak się na niego przygotować przed przyjściem na świat malucha? Zobacz sama!

Baby blues − przygotuj się na niego!

Zazwyczaj treści poradników podzielone są na dwa etapy: przed i po porodzie. O ile pierwszą część mamy zwykle mają dobrze przyswojoną, dzieląc sobie czytanie na poszczególne miesiące ciąży, to do części drugiej mało kto dociera.

Po urodzeniu dziecka praktykuje się na żywym organizmie, a nie czyta teorię z poradników. Szkoda, bo zaskoczyć mogą nie tylko kwestie związane z opieką nad noworodkiem, ale też to, jak organizm matki reaguje na poród. A w tym zakresie dzieje się naprawdę wiele − zmienia się nie tylko ciało kobiety, ale przede wszystkim psychika i sposób odbierania świata. I co niezwykle istotne, huśtawka hormonalna – określana mianem „baby blues”, której doświadczają młode mamy przez kilka dni po porodzie, jest całkowicie poza ich kontrolą.

Oczywiście stopień odczuwania wahań nastroju jest kwestią indywidualną, jednak czasem objawy utrzymują się dłużej, w skrajnych przypadkach kończą się nawet depresją poporodową. Świadomość tego procesu pozwoli Ci na oswojenie się z tym faktem jeszcze przed porodem i szansę na rozmowę, ze swoim ginekologiem, położną, a najlepiej ze znajomą mamą z otoczenia. Zaznajomienie z tematem to także praca domowa dla Twojego partnera – będzie wiedział, jak Cię wspierać i pozwoli na uniknięcie niepotrzebnych nieporozumień.  

Czym jest „baby blues”? Czy to już depresja poporodowa?

„Baby blues” to występujące po porodzie huśtawki nastrojów u matki – od stanów euforii, poprzez apatię, a także lęk, smutek, rozczarowanie. Często towarzyszy temu odczuwanie jednocześnie skrajnych emocji i przytłoczenia.

Świeżo upieczona mama jest w tym okresie przewrażliwiona i rozdrażniona, łatwo się wzrusza. Wiąże się to z poczuciem, że nowa sytuacja ją przerasta. Jest to naturalna, przejściowa, reakcja fizjologiczna i dotyka większość kobiet po porodzie (szacuje się, że około 85%). Pamiętaj jednak, że baby blues to nie depresja poporodowa. Przyczyny tej drugiej są bardziej złożone i wykraczają poza fizjologię i gwałtowne zmiany hormonalne, które odpowiadają zwykle za baby blues.

smutna kobieta

Objawy depresji poporodowej są ciężkie do zdiagnozowania, a same mamy często boją się przyznać do problemu. Częścią choroby jest myślenie, że to one nie dają rady („Jestem złą matką!”), i nie wiązanie tego toku myślenia z symptomami depresji. W takich przypadkach nieoceniona jest wzmożona czujność najbliższych, którzy są w stanie ocenić, jak bardzo zmieniło się zachowanie mamy, porównaniu do okresu przed porodem.

Brak odpowiedniego rozpoznania i leczenia depresji poporodowej może mieć niekorzystny wpływ na relacje kobiety z dzieckiem, czy partnerem, a także przekłada się na rozwój emocjonalny dziecka. Należy pamiętać, że depresja poporodowa może ujawnić się nawet do 12 miesięcy po porodzie

− komentuje temat depresji poporodowej dr n. med. Magdalena Stoczyńska.

„Baby blues” – kiedy występuje?

„Baby blues” zwykle pojawia się między 3. a 4. dobą po porodzie i może trwać do kilkunastu dni. W przypadku nie ustępowania objawów po tym okresie, czy też ich nasileniu, można mówić o depresji poporodowej, która wymaga specjalistycznego leczenia.

Co na to fizjologia? Skąd te emocje?

Hormony – to właśnie one są głównym winowajcą odpowiadającym za ten rollercoaster emocji. Oksytocyna i endorfiny, które organizm produkował w ogromnych ilościach podczas porodu, utrzymują się na wysokim poziomie do trzech dni po porodzie (stąd też „baby blues” funkcjonuje także pod nazwą: „depresja dnia trzeciego”).

Oksytocyna nie tylko reguluje przebieg porodu, ale wraz z endorfiną – tzw. hormon szczęścia − odpowiadają za wytworzenie więzi między matką a dzieckiem, dzięki której, mimo ogromnego bólu i wycieńczenia, mamy karmią i opiekują się noworodkiem. Po około 7 dniach obserwuje się też gwałtowny spadek hormonów płciowych – progesteronu i estrogenu. To wszystko skutkuje nagłym obniżeniem nastroju.

Jeśli dorzucimy do tego ogromne zmęczenie, ból po porodzie oraz ciało, nad którym mnie masz kontroli – mleko dosłownie strzelające z obolałych piersi i upławy poporodowe − gorsza forma psychiczna nie powinna nikogo dziwić.

„Baby blues” – jak sobie z tym radzić?

Ważne, abyś po powrocie ze szpitala nie była sama. Warto poprosić o pomoc mamę lub koleżankę, która ma już dziecko i bez problemu odczyta twoje potrzeby i emocje. Pomoc partnera jest w tych dniach także nieoceniona.

rodzice i dziecko

Ważne, abyś tych pierwszych dni nie postrzegała w kategoriach sprawdzania siebie − nie musisz udowadniać niczego sobie i całemu światu. W trosce o swoje zdrowie i komfort dziecka powierz najbliższym wszelkie obowiązki domowe (przygotowywanie posiłków, zakupy, ogarnianie domu). Oni będą szczęśliwi,  że mogą pomóc, a Ty skupisz się na zapoznawaniu się z  nowym mieszkańcem waszego domu i nauką „obsługi” oseska.

Nie trzymaj emocji w sobie! Jeśli masz potrzebę – płacz, wygadaj się, podziel wątpliwościami – poczujesz się lepiej, a domownikom oszczędzisz zabawy w zgadywankę: co jest powodem Twojego nastroju?

Kiedy przygotowywałam się do napisania tego artykułu, przeczytałam sporo publikacji i przeważyły te, stawiające baby blues w opozycji do macierzyńskiej sielanki i utyskiwanie na to, że z tego powodu wcale nie jest cukrową historią. Wszystkie te opinie wywołały we mnie wewnętrzny sprzeciw, bo dlaczego by zakładać, że szczęśliwe macierzyństwo nie może zawierać gorszych momentów. Otóż może! A nacisk powinno się stawiać na fakt, że huśtawka hormonalna jest fizjologią, a słabsze momenty – prawem mam i naturalną koleją rzeczy.

Gorsze samopoczucie matki nie wpływa na jej miłość do dziecka. Wprawdzie, „baby blues” to dopiero pierwsze ze słodko-gorzkich etapów na wychowawczej ścieżce, ale jest z niczym w porównaniu z faktem, ile radości daje macierzyństwo.

dziecko

Magdalena Mossakowska